Kilka dni później zdarzyło się coś przez Sannan-sana bardzo nieoczekiwanego. Kilku ludzi uciekło, no może powiem tak. Nie byli już ludźmi, to potwory takie same, które mnie zaatakowały tamtej nocy. Lecz nie można myśleć, że Sannan-san przeprowadzał na nich jakieś eksperymenty. To wyniki badań pewnego doktora, który przebywał razem z Shinsengumi. Właściwie taka była przeszłość, która zaczęła się ujawniać. Wszyscy z kapitanów zostali oddelegowani do miasta, by wytropić i jak najszybciej ich unieszkodliwić, nim ktoś z mieszkańców i nie bodajże władze miasta się o tym dowiedzą. Ja też ich szukałam razem z Okitą Souji.
- I jak, Ayame-chan? - zapytał podchodząc do mnie.
- Nic. Nie było ich tam w tej uliczce. Trzeba sprawdzić inne - odparłam.
- Jeśli ich znajdziemy, pozostaw mnie załatwienie sprawy - rzekł, po chwili wbiegając w najciemniejszą część śródmieścia.
- A jeśli nie dasz im rady?
- Nie mów takich rzeczy, skoro sama nie potrafisz posługiwać się tymi katanami - warknął.
- Skąd wiesz, że nie umiem walczyć! Nie znasz mnie - tym razem to ja syknęłam, czując narastającą frustrację. Traktowali mnie jak małe dziecko, co nie potrafi samo o siebie zadbać. Przeszkadzało mi to bardzo. Tylko Sannan-san, on jedyny z całego Shinsengumi, mówił, że stać mnie na dużo więcej, niźli pokazuję.
- Hm, to pokażesz coś? - zapytał nagle, zbliżając się do mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy, trzymając dłoń na rękojeści miecza, tak jakby szykował się do ataku. Wtem usłyszałam nienaturalny warkot i świst wypuszczanej katany w moją stronę. Zrobiłam unik w lewo i szybko sparowałam cios. Jeden potwór tocząc ślinę z ust warczał, napierając swym ciałem na mnie. Odepchnęłam go i cięłam od dołu w lewo. Ryknął z bólu i ponownie natarł, lecz ja podskoczyłam nad nim. Nawet nie zauważył, że rozcięłam go na pół. Padł martwy. Okita stał tak i patrzył na mnie. Po czym uśmiechnął się.
- Zmieniam zdanie. Udowodniłaś właśnie swoją wartość, Ayame Fujikata. Bardzo się z tego cieszę - rzekł, poklepując mnie po ramieniu. - Jednak to jeszcze nie koniec. Tylko jeden się tu trafił, a uciekło ich pięciu.
- Może Saitou-san i reszta ich znaleźli?
- Może, ale i tak musimy mieć większą pewność. Chodź, przeszukamy jeszcze pobliskie uliczki i potem spotkamy się z nimi w umówionym miejscu - powiedział i razem ruszyliśmy na poszukiwania zbiegów. Po dłuższym czasie nie natrafiliśmy na nich, więc postanowiliśmy wracać. Jak się potem okazało, Saitou-san, Hijikata-sama i inni znaleźli ich i uciszyli. Ciał pozbyliśmy się szybko by władze miasta nie dowiedziały się o tym incydencie. Wracając do siedziby, dowiedziałam się, że był też świadek. Rankiem zebraliśmy się w sali, by omówić tą kwestię.
- I co teraz z tym dzieciakiem zrobimy? - zapytał Heisuke-kun. Wszyscy byli pogrążeni we własnych myślach, ja też. Nie znałam żadnych szczegółów, skąd tam się znalazło dziecko i widziało jak Shinsengumi zabijają potwory.
- A może mi ktoś wyjaśnić jak do tego doszło, że ten mały widział całe zajście? - zapytałam, patrząc to na Sannan-sana, Hijikatę-sama i innych.
- Inoue, przyprowadź więźnia - zakomunikował czarnowłosy dowódca.
- Tak jest - rzekł wyznaczony starszy mężczyzna i wyszedł.
- To dziecko siedziało za beczkami, pewnie się tam chowało, aczkolwiek, widziało jak trzech uciekinierów zaatakowało dwóch samurajów i widziało jak eliminujemy ich - rzekł Hijikata-sama.
- Rozumiem, w takim razie, trzeba będzie zamknąć jemu usta - zaszeptałam, nie bardzo przekonana do swych słów.
- Ayame, pięknie się wyraziłaś. Po prostu, by zachować naszą tajemnicę, zabijemy go - rzekł Okita-san. W tej chwili owy więzień aż pisnął, kiedy usłyszał o naszej rozmowie.
- Jesteśmy już - odezwał się Inoue, przepuszczając młode dziecko przed siebie, lecz jak się potem dowiedziałam, nie był to chłopak, lecz dziewczyna ubrana w męski strój. Dziewczyna błagała, by pozwolono jej żyć, bowiem, przybyła do miasta w poszukiwaniu ojca. Miał on tu pracować jako lekarz i przez jakiś czas pisał do niej, lecz potem kontakt się urwał i tym sposobem, dziewczyna wyruszyła na poszukiwania.
- Ach, ja nazywam się Yukimura Chizuru - rzekła cicho, spuszczając głowę.
- Yukimura Koudou to twój ojciec? - spytał Sannan-san.
- Tak, czy może widzieliście go? - zapytała ożywiona Chizuru.
- Nie, wiadomo tylko, że w jego domu wybuchł pożar. Po przeszukaniu pogorzeliska jednak nie znaleźliśmy ciała. Nie wiadomo gdzie jest, czy przeżył, tego też nie wiemy - wyjaśnił Hijikata-sama.
- W takim razie, mając jego córkę może znajdziemy go szybciej niż myślimy - rzekł Okita.
- Może masz rację. Będziesz dzieliła pokój z Ayame - usłyszałam i pokiwałam głową na znak zgody. Dziewczyna popatrzyła na mnie ze strachem.
- Nie musisz się jej obawiać - dodał Okita widząc minę Chizuru.
- On ma rację, nie gryzę - odezwałam się, starając się by mój głos zabrzmiał przyjaźnie. Ale chyba wywarło odwrotne wrażenie. Dziewczyna wzdrygnęła się, lecz nic na to nie powiedziała. Ja przyjęłam to z obojętnością.
- To wszystko jeśli chodzi o spotkanie - rzekł Kondou-san. Wszyscy wstali i rozeszli się. Na dworze zaczepił mnie Hijikata-sama.
- Zaczekaj Ayame - rzekł łapiąc za rękaw kimona.
- Tak?
- Chcę byś miała oko na tę małą - mruknął. - Tobie więcej ufam niż jej. Jeśli coś zacznie rozpowiadać o wczorajszej nocy, musisz natychmiast mnie o tym powiadomić - dodał ściszonym głosem.
- Dziękuję za zaufanie i powiadomię jeśli do tego dojdzie. Aczkolwiek sądzę, że będzie milczeć jak grób, bowiem boi się o swe życie i do tego jeszcze chce odnaleźć ojca - odrzekłam.
- Tak, lecz trzeba na nią uważać. Jutro przybędzie Itou-san z Shogunatu, więc musimy jeszcze bardziej strzec się przed ujawnieniem tego co było - odpowiedział.
- Tak jest, Hijikata-sama - ukłoniłam się i odeszłam do siebie. W pokoju była już ta mała. Uśmiechnęłam się do niej i usiadłam obok.
- Wiem, że boisz się ich wszystkich, nawet mnie, lecz nie musisz. Nikt cię tu nie skrzywdzi i pomożemy odnaleźć twojego ojca - mruknęłam, przyglądając się jej.
- N-na prawd-dę? Dziękuję.
- Ten pokój jest na tyle duży byśmy się tu rozłożyły z łóżkami i dodatkowymi sprzętami. Tylko jeden warunek, nie wolno ci tknąć mych katan - powiedziałam dość oschle.
Po paru tygodniach wszyscy przyzwyczaili się do jej obecności. Nawet Toshi zgodził by jadła wspólnie z nami posiłki. Bowiem w sumie, razem jest raźniej i milej niż samemu. A też za czym stoi ja musiałabym być w pokoju razem z nią. Dlatego też wyprosiłam u Hijikaty-samy zgodę. Chizuru była z początku przestraszona i spięta widząc utarczkę między Keisuke a Kenpachi.
- Oni tak zawsze robią - szepnęłam jej by nie zaczynała się bać gwałtowności tych dwóch. Popatrzyła na mnie i lekko się uśmiechnęła, rozluźniona zajęła się posiłkiem.
- Na prawdę? - rzekła cicho, co i raz spoglądając na walczących na niby Shinsengumi.
- Spokojnie zjedz bo wystygnie - odparłam, nie zwracając najmniejszej uwagi na to jak zachowują się ci dwaj. Po posiłku wszyscy rozeszliśmy się do swych kwater. Razem z Chizuru siedząc w pokoju jeszcze przez chwilę rozmawiałyśmy o różnych sprawach.
- Powiedz, Chizuru. Kiedy po raz ostatni miałaś wiadomość od ojca? - spytałam.
- Pół roku temu. Ten ostatni list brzmiał jakoś inaczej od wszystkich. Ojciec zabraniał mi w nim przybywać do miasta. Pisał, że tu jest zbyt niebezpiecznie i nawet sam nie będzie w stanie mnie chronić. Obiecywał napisać ponownie, lecz nic takiego nie nastąpiło. Postanowiłam dowiedzieć się co się stało, dlatego też przybyłam tu - wyjaśniła, lecz jej głos drżał z niepokoju.
- O nic się nie martw. Znajdziemy go - zapewniłam ją, lecz w duchu widziałam, że nie będzie to należało do najłatwiejszych zadań. - Zaufaj mi, nikt w kwaterze nie życzy ci źle. Ale musimy podjąć jedną rzecz. Otóż musisz udawać chłopaka tak jak do tej pory, by reszta z przebywających tu wojowników nie domyśliła się kim jesteś. Rozumiesz?
- Tak - odpowiedziała stanowczo.
- To dobrze.
- A czy mogę się o coś ciebie spytać, Ayame-san? - zaczęła robiąc pauzę, lecz ja tylko skinęłam głową, że się zgadzam, więc kontynuowała. - Wiem, że mało mogę pomóc tutaj, ale czy nie mogłabym chodzić z wami na patrole? Błagam, może ktoś z mieszkańców widział mego ojca i będzie w stanie udzielić mi kilku informacji - pisnęła na koniec, patrząc błagalnym wzrokiem.
- Chizuru, tego nie mogę ci obiecać. Ale jeśli tak bardzo pragniesz z nami chodzić, to jutro porozmawiam o tym z Hijikatą-sama i innymi. Może się zgodzą? Będziesz jednak potrafiła się obronić, jeśli zostaniemy zaatakowani przez ryoka? Nie narazisz naszych oddziałów na straty? - pytałam.
- Pobierałam nauki samoobrony u mistrza Shion, bowiem ojciec tego chciał. Podstawy znam, więc myślę, że dam radę - odparła.
- Rozumiem. Zatem jutro omówimy plan z vice-dowódcą i innymi kapitanami. A teraz życzę miłych snów - rzekłam, lekko ziewając. Chwilę później leżałam na posłaniu i wpatrywałam się w sufit, po czym oczy same się zamknęły. Miałam dziwny, lecz bardzo realistyczny sen.
***
Tutaj na razie przerwę. A co przyśniło się Ayame i czy Hijikata-sama pozwoli Yukimurze na patrole z resztą, dowiecie się w następnym rozdziale. Do zobaczenia wkrótce i liczę na jakieś komentarze. Jednak wolałabym by nie były one typu: Fajna notka, super rozdział". Rozbudujcie je proszę. Wypiszcie błędy od dechy do dechy, niech wiem, co jest do poprawy.